Potęga marzeń!

Potęga marzeń!


„Piękne, niebezpieczne, czyste szaleństwo!”. Zastanawialiście się kiedyś jakby to było wejść na dach 110-piętrowego wieżowca? Stanąć przy krawędzi. Spojrzeć w dół i… wykonać krok?


A potem elegancko przejść sobie po linie na sąsiedni budynek?


Chyba jeszcze nigdy nie dzieliłam się z Wami wrażeniami po wyjściu z kina, choć je uwielbiam. Niestety rzadko zdarza się, żeby jakiś film wzbudził we mnie takie emocje, wywołał dreszcze i trzymał w napięciu do samego końca, jak obejrzany wczoraj „The Walk. Sięgając chmur”. W tym filmie jest wszystko to, co Blogusz lubi najbardziej – wielka metropolia, wieżowce, dachy, wspaniałe zdjęcia, a przede wszystkim marzenie, graniczące z szaleństwem, pokonywanie własnych barier, udowadnianie sobie i całemu światu, że nie ma rzeczy niemożliwych! Sky is NOT the limit!

Philippe Petit podczas przejścia na linie między wieżami WTC

„The Walk” to oparta na faktach historia Philippe Petita– francuskiego artysty ulicznego, kuglarza, który postanowił sobie przejść po linie pomiędzy dwiema świeżo wybudowanymi wieżami World Trade Center. I przeszedł :)  Główną rolę gra Joseph Gordon-Levitt.
Wszystko zaczyna się dość niepozornie, kiedy podczas swojego pokazu na ulicach Paryża, Petit łamie zęba. Przeglądając magazyny u dentysty trafia na artykuł o budowanych w Nowym Yorku drapaczach chmur, wyższych niż sama Wieża Eiffela! Od tej pory ma tylko jeden cel: pojechać tam, rozpiąć linę pomiędzy budynkami i przejść po niej na druga stronę. Czyste szaleństwo!
Nie jestem wielką fanką filmów w 3D. Zwłaszcza takich z napisami. Męczą mi się oczy. Ale „The Walk” w 3D jest świetnie zrealizowany i niesamowicie wciąga. Blogusz, który chodząc po dachach nie ma problemu, żeby stanąć przy krawędzi i spojrzeć w dół, z wypiekami na twarzy śledziła poczynania Petita. Były zwroty akcji ( omal nie dostałam prętem w twarz, kiedy Petit spadał z liny na treningu) i zawroty głowy ( nie patrz w dół, nie patrz w dół…!).

1e321a50ca2a54ace69e9ebdcfe2e843

Cały film wydaje się być bajką, ale kiedy po powrocie do domu zgłębiłam historię Philipe Petita, okazało się, że „The Walk” wyjątkowo wiernie odtwarza fakty, a sam Philippe przygotowywał i trenował Gordona-Levitta do zagrania siebie. Linoskoczkowi udało się przejść po linie na drugą stronę, nie raz, nie dwa lecz osiem razy, zrobić kilka sztuczek i to pomimo, obecnych na obu dachach funkcjonariuszy policji ( w końcu musieli coś zauważyć :)). Nie zdekoncentrował go nawet helikopter, z którego próbowano ściągnąć artystę z liny. Kompletny zawrót głowy!


The Walk to piękna opowieść o potędze ludzkich marzeń, sile, która nas napędza i pcha do ich realizacji, wyznacza cel życia. Marzeń, których często nie rozumie nikt inny poza nami ( ile razy opowiadając komuś o swoim marzeniu słyszeliście,” eee to się nie uda? Daj sobie spokój? Zajmij się czymś pożytecznym?). Dokładnie tak jest w przypadku Petita, cała operacja wejścia do budynków, dostania się na dach, przewieszenia w sekrecie 200 kg liny..tyle rzeczy mogło się nie udać..(nie mówiąc już o samym przejściu!), a jednak! Marzenia się NIE spełniają, marzenia SIĘ spełnia!

Ps.Petit do dziś chodzi po swojej linie, zaliczył „spacerek” min. między wieżami katedry Notre Dame, pylonami Harbour Bridge w Sydney, rzeką Niagara..może kiedyś zaprosimy go do Warszawy? Wyobrażacie sobie linoskoczka spacerującego np. pomiędzy dachami Hotelu Marriott i Oxford Tower? :)
Ps.2 Film został dedykowany ofiarom zamachów z 11 września.



Blogusz
a.logusz@gazeta.pl